Adopcja, Adopcyjne historie, Dom, Dzieci, Macierzyństwo, Miłość, Prawda o adopcji, Proces adopcyjny, Rodzeństwo, Rodzicielstwo, Rodzina, Rodzina adopcyjna

Poadopcyjna panna depresja

Wpadła bez zapowiedzi. Rozsiadła się w ulubionym fotelu. Wywaliła nogi na stół. Usta wbiła w osobisty kubek. Poprzestawiała moje rzeczy. Wlazła i została. Na dodatek wywracając wszystko do góry nogami. Prawie jej nie znałam. To znaczy nie do końca, bo wiele o niej słyszałam. Tylko, że nie kojarzyłam wtedy zupełnie, że może rozgościć się w domu takim jak mój.

 

Cześć, czy my się w ogóle znamy?

Zaraz zaraz. Depresja poadopcyjna? To jakiś żart chyba. Depresja poporodowa, to bardzo ważny społecznie problem. Tyle, że sytuacja matki, za której sprawą na świecie pojawia się nowy człowiek, jest zupełnie inna niż sytuacja kobiety, która adoptuje dziecko. Mogłoby się wydawać, że skoro adopcyjna mama nie przeszła przez trudy porodu, huśtawkę hormonalną i problemy z własną fizycznością, to temat depresji nie powinien jej dotyczyć. Nieprawda. W przypadku adopcji proces docierania się rodziców i dzieci jest długotrwały. Brak sił i wiary we własne możliwości jest częsty, a myślenie kategoriami – znowu zawiodłam/zawiodłem staje się czymś w rodzaju mantry. Część rodziców musi także zmierzyć się z otoczeniem. Nie zawsze adopcja jest dobrze przyjęta przez rodzinę czy bliskich znajomych. To wszystko sprawia, że nie dostaje się odpowiedniego i oczekiwanego wsparcia. Pozostawieni sami sobie młodzi rodzice mają poczucie, że sytuacja ich przerasta.  Nowe doświadczenia oraz brak znajomości niektórych potrzeb adoptowanego dziecka, czasami sprawiają, że rodzice adopcyjni czują się przytłoczeni. Adopcja, to wyzwanie powodujące stres zarówno na tle fizycznym, jak i emocjonalnym. Niektórzy dorośli potrzebują ogromnej pomocy, kiedy adoptują dziecko. Mimo to, poadopcyjna depresja nadal zostaje tematem tabu.

Adopcyjna bomba emocji

Rodzice adopcyjni zaczynają zacieśniać relację ze swoim adoptowanym dzieckiem między 2, a 6 miesiącem po adopcji. W tych trudnych miesiącach, zanim zaczną się do siebie zbliżać, mają w sobie tykającą bombę, pełną często niezrozumiałych dla nich emocji. I to zarówno oni, jak ich dzieci.
Mogłoby się wydawać, że kiedy dziecko trafia do nowego domu, nadchodzi upragniony spokój. Zrealizowało się marzenie, które wiele par próbowało spełnić latami.  No właśnie, ale czy aby na pewno? Czy ten mały człowiek, z którym przecież jeszcze niewiele ich łączy, to rzeczywiście spełnienie marzeń, planów i oczekiwań? Codzienność po adopcji bywa trudna – często znacznie trudniejsza od tej poporodowej. Bo oprócz zmęczenia, natłoku spraw, obowiązków i problemów ze zorganizowaniem nowego życia, pojawiają się setki myśli, od których biologiczni rodzice są wolni. Kiedy codzienność okazuje się być znacznie trudniejsza, niż można było podejrzewać, a rodzicielstwo nieco rozczarowuje, u wielu rodziców adopcyjnych pojawia się myśl: I po co nam to było? Nie, to nie znaczy, że żałują, ani że chcą oddać dziecko. Po prostu dochodzi do ich świadomości, że to co się stało, stało się na ich własne życzenie, w oparciu o ich odpowiedzialność i nie ma już odwrotu.
Depresja poadopcyjna dotyka zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Częściej to jednak kobiety zostają z dzieckiem same podczas urlopu macierzyńskiego i te pierwsze trudne miesiące stają się ich doświadczeniem. Trudno im jednak rozmawiać o tym, że ciężko się przystosować do nowego życia. Myślą, że jeśli zaczną o tym mówić, ludzie będą wątpić w ich zdolności do opieki nad adoptowanym dzieckiem. Krewni kobiety mogą nie rozumieć, dlaczego nie czuje się ona całkowicie szczęśliwa, kiedy wreszcie ma to, czego pragnęła. Trzyma wymarzone dziecko w ramionach, więc dlaczego nie jest podekscytowana? Wszyscy, którzy do tej pory kibicowali, gratulują i wyobrażają sobie, że kobieta unosi się nad ziemią z zachwytu.
Błędne koło myślenia o braku umiejętności rodzicielskich, byciu złą matką czy słuszności swojej bezpłodności, zaczyna toczyć się niebezpiecznie szybko. Tymczasem depresja poadopcyjna nie jest powodem do wyrzutów sumienia, ani wstydu. Jest skutkiem silnego stresu, bo adopcja, chociaż niewątpliwie piękna sama w sobie, jest silnie stresogenna. Rodzicielstwo w niczym nie przypomina pięknego i wykreowanego sztucznie obrazka, a kurs w ośrodku adopcyjnym nie jest w stanie przygotować na wszystko.
I oczywiście nie spłycając problemu – pary, które decydują się na adopcję, najczęściej są przygotowane teoretycznie i emocjonalnie na ogrom trudności, który ich czeka. Rzeczywistość bywa jednak o wiele trudniejsza i realne mierzenie się z problemami swoich dzieci oraz własnymi narastającymi trudnościami, jest czasem niewyobrażalnie ciężkie.

 

Wsparcie ponad wszystko

W konsekwencji rodzice adopcyjni, którzy przechodzą depresję poadopcyjną, cierpią w milczeniu. Nie chcą zawieść swoich bliskich. W rzeczywistości często zadają sobie te same pytania, które mogą stawiać ich krewni. Kiedy nie potrafią znaleźć na nie odpowiedzi, czują się nieodpowiedzialni i winni. Poczucie winy może być związane z odczuwaniem ambiwalentnych emocji. Z jednej strony wkładają ogromny wysiłek w budowanie relacji z dzieckiem i czerpią radość z bycia razem, ale z drugiej mogą czuć się niekompetentni, znużeni, zniecierpliwieni bądź odczuwać ogromny smutek czy złość. W książce „Wychowanie zranionego dziecka” autorzy wskazują, że 65 proc. wśród badanych rodziców adopcyjnych przeżywało poadopcyjną depresję.
Informacji na temat tego problemu jest nadal zdecydowanie za mało. Podczas kursów adopcyjnych w ogóle się o tym nie wspomina. Kiedy podejmuje się próby podjęcia tematu z innymi rodzicami adopcyjnymi, których ma się w swoim otoczeniu – większość zaprzecza jakimkolwiek problemom, zarówno z dzieckiem, jak i z sobą samym. Wszyscy grają spektakl szczęśliwych rodzin, utrzymując ułudę, że pojawienie się dziecka było niezaprzeczalnie najpiękniejszym czasem w ich życiu. Dopiero na forach adopcyjnych można znaleźć otchłań zrozpaczonych (najczęściej) kobiet, które nie radzą sobie z sytuacją, której doświadczają – ja pracoholiczka, ciągle w ruchu, lubiąca chodzić własnymi ścieżkami, zostałam uziemiona z dzieckiem w domu. Z dzieckiem, które miało chorobę sierocą i zaburzenia więzi, dziecka marudzącego, którego nie mogłam przytulić, bo mnie odpychało i kopało. Przeszywająco płaczącego i krzyczącego. Przez to wszystko sfiksowałam, darłam się na męża, że nie chcę tego dziecka, że nie dam rady. Pomocy zaczęłam szukać kiedy już byłam skrajnie załamana – to jeden z przykładowych wpisów adopcyjnej mamy, których można znaleźć setki w odmętach internetu. Wiele aktywnych życiowo kobiet, może odczuwać wówczas brak zgody na wejście w rolę kury domowej i uruchomi się w nich postawa pełna buntu.
Są oczywiście rodziny, których to pod żadną postacią nie dotknie. Są kobiety, które tak bardzo czekały na wejście w rolę mamy, że żadna trudność nie przysłoni im plusów sytuacji, w której się znalazły. Każdy z nas ma jednak pełne prawo do tego, żeby przeżywać po swojemu. Nawet osoby, które na co dzień czują się silne i odporne, mogą mieć gorszy emocjonalnie czas. Normalny jest kryzys wynikający z przejścia z jednej roli życiowej w kolejną i dostosowanie do nowej sytuacji. Czas jest kluczowy w oswajaniu zmian.
Objawami depresji poadopcyjnej są permanentne zmęczenie, brak sił, niechęć do podejmowania jakiegokolwiek wysiłku, zaburzenia koncentracji, głęboki smutek, nadmierna złość, nerwowość, apatia, wycofanie, poczucie niemocy, bezradności, zmuszanie się do zajmowania się dzieckiem, niechęć do niego, problemy ze snem, napady paniki, brak apetytu, poczucie beznadziei czy nawet myśli samobójcze. I wiele innych, bo u każdego może mieć ona indywidualny przebieg. Są to niezaprzeczalne sygnały, że należy szukać profesjonalnej pomocy.

 

Pozwól się ukoić

Jest wiele sposobów na to, żeby poradzić sobie z tym trudnym czasem. Odsyłam Was jednak do profesjonalistów. Depresja poadopcyjna może mieć wiele twarzy, u jednych będzie to ciężki czas asymilacji do nowej sytuacji, u innych może przerodzić się w długotrwały problem wymagający pracy ze specjalistą. Zawsze warto sięgać po profesjonalną opiekę. Niezwykle wartościowym jest mieć wokół siebie ludzi, którzy w porę zauważą, że dzieją się z Wami niepokojące rzeczy. Uważnych na to, że nie zmieniliście się nagle w kogoś innego, bo jesteście złymi ludźmi bez serca, ale takich, którzy otoczą Was troską, a do tego najlepiej namówią do terapeutycznego zaopiekowania się sobą. Czasem również ośrodki adopcyjne mogą wskazać Wam możliwości uzyskania pomocy. Część z nich będzie jednak pewnie bagatelizować problem. Jedno jest pewne. Jesteście tak samo wartościowi, jak przed adopcją. I jesteście wystarczająco dobrymi rodzicami dla swoich dzieci. Przejściowe problemy tego nie zmienią i nie dajcie sobie samym wmówić, że jest inaczej.
Od siebie, patrząc już z perspektywy czasu, mogę dodać, że nie dotknęła mnie depresja poadopcyjna – wiedząc jak ciężką chorobą jest depresja, nie śmiałabym swoich stanów umiejscowić w tej kategorii problemów. Niemniej początek adopcyjnej drogi był dla mnie bardzo trudny, ciężki i nie wracam do niego z sentymentem.
Pisałam o tym chociażby przy okazji wpisu o Potworze na dnie szafy – http://domowehistorie.pl/2018/05/potwor-na-dnie-szafy/
Wiem jednak, że mogłam poradzić sobie z tym co wtedy czułam lepiej, szybciej, bardziej profesjonalnie, co oszczędziłoby wiele trudu moim bliskim, jak również mnie samej. Na szczęście człowiek uczy się całe życie, często na swoich błędach. Wy możecie się pouczyć także na moich i jeśli czujecie, że nie radzicie sobie z sytuacją – mówcie o tym głośno. Zapewniam, że w szukaniu pomocy związanej z poadopcyjną depresją nie jesteście odosobnieni, pozwólcie sobie samym na to, żeby znaleźć spokój i ukojenie.
Powiem więcej, na początku mojej adopcyjnej ścieżki problemy atakowały ze zdwojoną mocą, chociażby z tego względu, że Piratów jest dwóch. Przygniatało więc podwójnie. Od tych chwil upłynęło sporo czasu, patrzę już z dystansem na to, co się działo na początku, moje emocje tamtych dni już się ostudziły. Wiem co mogłam zrobić inaczej, wiem też, że pewne emocje po prostu musiały znaleźć ujście i daję sobie do nich prawo.
Teraz jestem po ponad dwutygodniowej kwarantannie i powiem Wam, że mimo tego, że w zamknięciu trudno się funkcjonuje, a moja głowa dzisiaj odpoczywa od hałasu, to tęsknię za moimi Królewiczami, którzy pierwszy dzień po przerwie powędrowali do przedszkola.
Miłość adopcyjna potrzebuje czasu, ale kiedy się już rozhula, to nic nie jest w stanie jej zatrzymać!

 

Ściskam i tulę, jeśli jesteście teraz w tej czarnej otchłani. Da się z niej wyjść, tylko dajcie sobie pomóc. Trzymam za Was kciuki!

 

M.

 

 

 

 

Poprzedni wpis

Zobacz także

4 komentarze

  • Odpowiedź Justycha 19 kwietnia 2021 · 10:23 pm

    Podpisuję się pod wszystkim, co napisałaś. Mało się o tym mówi i wszyscy oczekują, że spłynie na rodziców fala szczęścia tak z dnia na dzień. Sypią się pytania typu: To nareszcie jesteś szczęśliwa? A tymczasem człowiek żyje po prostu myślę, by dotrwać do kolejnego dnia i działa zadaniowo.

    • Odpowiedź M. 13 czerwca 2021 · 5:11 pm

      Dokładnie tak, a w rzeczywistości doświadcza się przeróżnych emocji – najważniejsze, to dać sobie do nich pełne prawo. Jeśli będziemy mieć w sobie pewność, że jesteśmy w zgodzie z tym, co czujemy w środku – przyjdzie również czas na falę szczęścia. To się jednak musi wydarzyć samo, bez pośpiechu, w odpowiednim dla każdego z nas czasie.

  • Odpowiedź Maria 29 czerwca 2021 · 12:11 pm

    Uważam, że i biologiczni rodzice mają dokładnie te same myśli. Kiedy rozmyślam o tym, dlaczego mam takie dziecko (trudne, z licznymi problemami) przepływają w mojej głowie myśli po co mi to było? Do tego rozmyślam, czy to przeze mnie jest taki, przez stres w pracy, że może mogłabym wziąć L4… A może za mało go przytulałam? A może to, że leżał na Intensywnej Terapii sam przez 10 dni? Leczę depresję bo załamało mnie to jaką loterią jest czy uda mi się z pomocą psychologów pomóc mu wyjść z problemów. Kocham go, zrobię wszystko dla niego ale ogarnia mnie strach nie do opisania przez tą niewiadomą – co z jego przyszłością.

    • Odpowiedź M. 29 czerwca 2021 · 11:09 pm

      Zgadzam się, że rodzicielstwo zarówno biologiczne, jak i adopcyjne niesie ze sobą wiele podobnych problemów, wątpliwości, pytań czy po prostu przeżyć. Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią – to cenne, że możemy się wymieniać się swoimi doświadczeniami i przeżyciami. O tych trudnych niełatwo się mówi, tym bardziej ukłony za odwagę. Jedno jest pewne – przyszłości nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Jestem nawet zdania, że nie powinniśmy się na niej skupiać. Nie mamy na nią wpływu tu i teraz. Zadręczając się nią tracimy energię. Uczę się tego, że warto skupiać się na sprawach, na które mamy wpływ. Do tego – jest Pani wystarczającą matką. Najlepszą, jaką mogła Pani być w danym momencie. Mocno Panią ściskam

    Skomentuj