Pościg za niedoścignionym

Kiedy myślisz o następnym dniu, jak siebie widzisz? Spieszysz się, biegniesz, pędzisz?

Mnie aktualnie dopadło choróbsko. Takie z kategorii bardziej konkretnych infekcji, więc przymusowo musiałam mocno zwolnić. I wiecie co? Denerwuję się. No bo jak to? Nie ogarnę tego, tamtego i siamtego. Nie dam rady zrealizować najbliższych planów. Tak się więc złoszczę wewnętrznie i nagle doznałam przebłysku mądrzejszej myśli. Że ten pośpiech, to jakieś szaleństwo. Bo w tym pędzie, nie ma miejsca nawet na to, żeby się porządnie wyleczyć i odpocząć. I tak mnie naszła refleksja w temacie.

Continue reading „Pościg za niedoścignionym”

Tato na lato? Na lata Tata!

Tato – jak to łatwo powiedzieć! Rolę ojca można otrzymać w prezencie od losu w dosyć łatwy sposób. Nie ma również w ojcostwie bohaterskiego mitu, jak w przypadku dzielnej matki rodzicielki. Tato, to zawsze ten drugi, schowany za lwicą matką. Typowa rola drugoplanowa – można się delikatnie usunąć w cień i brylować jedynie w strategicznych momentach.
Przez dziesięciolecia, główną funkcją ojca w rodzinie było zapewnienie bytu materialnego oraz ojcowski autorytet, który często sprowadzał się do wprowadzania zasad dyscyplinujących dzieci „od święta”, kiedy akurat głowa rodziny miała na to czas.
Obecnie pary coraz częściej żyją ze sobą w relacjach partnerskich, więc i znaczenie ojcostwa w rodzinie uległo ogromnej przemianie. Na szczęście!

Continue reading „Tato na lato? Na lata Tata!”

Adopcyjna sielanka. U nas? Idealnie!

Byli sobie Oni. Szczęśliwa czwórka + pies. I domek mieli piękny i ogródek zielony. Ach sielsko było i anielsko. Pewnie, że tak!
Sielskość dotyka nas każdego dnia. W codzienności, w uśmiechu, w oczach pełnych radości, w słońcu i w pierwszym po zimie krokusie. W brzuchu psa, który można drapać do woli i w jej merdającym ogonie. W najszczerszych buziakach od roześmianych synów. W oczach Ł., kiedy duma go rozpiera, bo nauczył chłopców fragmentu rockowej piosenki.

Continue reading „Adopcyjna sielanka. U nas? Idealnie!”

Wspólne początki

Jesteśmy w domu. Razem. Nas czworo plus pies.
Zaczynamy przygodę pełną niespodzianek…

W pierwszych dniach naszego wspólnego życia, czas pędził jak szalony. Mieszał nam się dzień
z nocą, weszliśmy w tryb stuprocentowej aktywności. Na każdym kroku pojawiały się chwile wzruszeń i ogromnej radości, bo oto weszliśmy w fazę – „nasz pierwszy raz”. Pierwsze wspólne posiłki, zabawy, spacery, kąpiel i usypianie. Byliśmy razem całą czwórką. Z tych chwil, można uzbierać sporo magicznych momentów.

Tylko, że tym razem nie chcę Wam opowiadać o sielskim obrazku, bo z pewnością możecie sobie wyobrazić jakie w tych chwilach towarzyszą fantastyczne emocje.
Chciałabym jednak pokazać Wam obraz w całości. Porzucić na chwilę społeczną maskę. Prawdziwe życie zwykle ma różne odcienie. U nas tęcza na początku się pojawiała, ale tylko na moment
i zwykle po ulewnej burzy z piorunami.

Continue reading „Wspólne początki”

Nasza droga do adopcji

Każda rodzina ma swoją unikatową historię. Podobnie jest z drogą do adopcji.
U jednych, będzie to droga długa, kręta i wyboista, której zwieńczeniem będzie decyzja o adopcji.
U innych, pełna motywowania i przekonywania drugiej osoby oraz ścierania się odmiennych przekonań.
Zdarza się również tak, że jest to droga, na której adopcję widać od początku na horyzoncie.
Tylko okazuje się, że horyzont znajduje się dużo bliżej, niż nam się wydawało.

Nam przydarzył się trzeci wariant.

Po 6 latach bycia szczęśliwą parą, zdecydowaliśmy się wziąć ślub. Rozumiemy się bez słów
w najważniejszych życiowych kwestiach i także w kontekście potomstwa mieliśmy podobne poglądy. Chcemy mieć dzieci, ale za jakiś czas. Nie czuliśmy emocjonalnej pustki, więc nie pragnęliśmy potomstwa szybko. Mieliśmy przede wszystkim siebie i to było dla nas najważniejsze. Realizowaliśmy się w pracy, mieszkaliśmy najpierw w kawalerce, a jakiś czas po ślubie przeprowadziliśmy się do dużego mieszkania. Wtedy pojawiła się… I.! Nasz ukochany pies. Kochamy zwierzęta, zawsze mieliśmy psy, więc kiedy tylko metraż czterech kątów pozwolił, psi przyjaciel zawitał na naszym pokładzie. Temat dzieci się pojawiał, ale w rozważaniach o przyszłości.

Z perspektywy czasu wydaje mi się to nieco zabawne, ale właściwie od początku naszej wspólnej drogi mieliśmy sprecyzowany plan dotyczący potomstwa. Chcieliśmy mieć dwójkę dzieci. Pierwsze miało być naszym dzieckiem biologicznym, a drugie planowaliśmy adoptować.
Masterplan był niezmienny przez lata i może dlatego adopcja była od początku przez nas oswojona. Nie budziła dużego lęku, nie brzmiała obco, nie była złem koniecznym. Nie była ostatnią deską ratunku.
Znajomi, paradoksalnie nawet częściej niż rodzina, pytali nas o plany prokreacyjne 😉
Kiedy Wy?! – padało coraz częściej. Zaskoczę Was, bo z pełną świadomością i bez cienia nieprawdy czy jakichś ukrytych emocji, odpowiadałam im, że nie teraz, może za jakiś czas, a może nigdy,
że jest nam dobrze bez dzieci. Tak właśnie było i była to najprawdziwsza prawda. Kiedy ludzie  bardzo się kochają, nie muszą czuć, że coś tracą, będąc tylko we dwoje.
Może dlatego nigdy nie wpadłam w pęd do rodzicielstwa, może dlatego moje instynkty matczyne tak długo się nie pojawiały.
Moja Mama zmarła na nowotwór jajnika mając 41 lat, pomimo profilaktyki i bycia pod regularną kontrolą lekarza. Być może dlatego, podświadomie utworzyło się we mnie jakieś poczucie, że może będzie potrzebny plan b. Może dlatego od zawsze czułam, że adopcja będzie moją ścieżką rodzicielstwa.
Wyjaśnień jest pewnie kilka, ale z pewnością była w nas wewnętrzna akceptacja ścieżki adopcyjnej. Najważniejsze dla nas zawsze było to, że chcemy naszą miłość przelać na małego człowieka,  wychować go zgodnie z naszymi wartościami, dać mu dom i bezpieczną przyszłość, otoczyć opieką i przekazać wszystko to, co razem stworzyliśmy.
Oczywiście jak każdy, chcieliśmy mieć biologiczne dziecko, ale to nigdy nie był dla nas jakiś mus,
czy absolutny priorytet. Ktoś nad nami czuwał, że również w tej kwestii tak dobrze się dobraliśmy 😉

Continue reading „Nasza droga do adopcji”