Adopcja, Adopcyjne dylematy, Dom, Dzieci, Miłość, Prawda o adopcji, Proces adopcyjny, Rodzicielstwo, Rodzina, Rodziny adopcyjne

Oswajanie nieoswojonego

Pamięć jest ulotna, a szczególnie chętnie zapomnielibyśmy o tym, co trudne i nie do końca wygodne. Czy łatwo jest zapomnieć o fakcie adopcji?
Niby nie jest to możliwe, ale są chwile, kiedy taka pamięć wybiórcza mogłaby być nam na rękę, prawda?

(Nie) bajka o adopcji
Szczególnie, kiedy dziecko zadaje pierwsze pytania – Mamo, byłem w Twoim brzuszku? Karmiłaś mnie mlekiem?
Mikrosekunda trwa wieczność, usta się zaciskają, oczy robią się szkliste, serce w rozsypce i ta… POKUSA. To właśnie pokusa robi wtedy wszystko, aby zostać naszym doradcą.
Myśli przebiegają przez głowę – przecież jest jeszcze za mały, nie zrozumie, to zły moment, nie ta chwila. Jakoś inaczej przecież mieliśmy to powiedzieć, lepiej, łagodniej, w innych okolicznościach.
Zdarzyć się jednak może, że zaledwie trzylatek zada pytanie podczas zabawy resorakiem, jednocześnie przegryzając jabłko. I prawdę, powiecie mu właśnie wtedy. Bo powiecie, prawda?
Krótko i prosto. Pewnie na początku nie będzie drążenia. Pamiętam, kiedy na warsztatach adopcyjnych, tworzyliśmy własne wizje przekazania dziecku informacji o adopcji. Jakie to szczęście, że prowadzący wyśmiali wtedy nieudolne pomysły grupy. W innym wypadku, pewnie by mnie teraz zatkało. Albo co gorsze, zaczęłabym snuć rozwleczoną i ckliwą opowieść, a syn zająłby się czymś innym już po minucie. Wszyscy mówiliśmy jak do dorosłych, a przecież ten wariant nie miał szans się sprawdzić podczas rozmowy z dzieckiem. Krótki i jasny komunikat, to podstawa. Schemat, pytanie – odpowiedź.
Wasze dziecko może być niezadowolone z tego, co odpowiecie. Może być zbite z tropu, lub wręcz domagać się odpowiedzi twierdzącej, która ukoi jego serce – Byłem, byłem. Mamo! Byłem w Twoim brzuszku, tak! I choć niewyobrażalnie trudne jest to, żeby powiedzieć – Nie, nie byłeś Synku. Bardzo mi przykro. Chciałabym, żebyś mógł w nim być, ale nie byłeś – zwykle po prostu nie można inaczej.
Trudna to chwila. I smutne oczy obu stron. Jednak właśnie tak, będzie się rodziła świadomość prawdy. Kiedy pojawią się kolejne pytania, powinno być łatwiej. Będziecie mieć punkt odniesienia.

Wiedza (nie) tajemna
Może się okazać, że Wasze dzieci będą radzić sobie z tą wiedzą zaskakująco dobrze.
Kiedy u nas na tapecie był temat karmienia piersią, T. stale dopytywał, czy był przeze mnie karmiony. W pewnym momencie, stworzył sobie własną rekompensatę stanu, który nie był nam damy. Zaczął przynosić kubek z piciem, lub jakiś owoc, kładł głowę na moim przedramieniu, oznajmiał, że jest dzidziusiem i prosił, żeby go karmić. Jesteście zaskoczeni? Proste, prawda?
Nie było morza łez, ani wielkiego buntu. Ot, uzupełnienie niezaspokojonej potrzeby.
Dwa dni po rozmowie o tym, czy go urodziłam, przyszedł do mnie. Położył głowę na moim brzuchu i nakrył się swetrem, który miałam na sobie. Wyjrzał na moment spod niego i powiedział – No, teraz jestem w brzuchu Mamy. W środku! Oniemiałam na moment, bo to było niesamowite. Ta chwila stała się okazją do radosnej wymiany słów i uśmiechów. Mam mądrego syna. Sama bym tego lepiej nie wymyśliła.
Choć korzystam z podpowiedzi i książek o tym, jak rozmawiać z dzieckiem o adopcji – myślę jednak, że prawda obroni się sama. Dorabianie do niej bajkowej ideologii, nie zawsze jest koniecznie. Docelowo czeka nas wiele rozmów na ten temat i wiele pytań. Im mniej będziemy koloryzować rzeczywistość, tym łatwiej będzie ją dziecku zrozumieć. Dużo ważniejsze od literackiej formy przekazu trudnych informacji, jest wsparcie, bliskość i zapewnienie o miłości.

Oswojone odtajnione
Nie czyniąc z faktu adopcji tajemnicy, sprawiamy, że nasze dziecko będzie traktowało swoją historię życia zupełnie naturalnie. Być może, nadal jest wielu zwolenników teorii, że lepiej nie mówić. Wyciąć ten kawałek życiorysu, a później udawać, że jest się razem od zawsze. Bo przecież te czarne włosy to po pradziadku, alergia po cioci, postura po stryjku, oczy po siostrze babci, a zdjęć z okresu niemowlęcego i ciąży nie mamy, bo zepsuł się nam aparat. Jasne, można. Trzeba tylko mieć świadomość, że chroniąc dziecko przed prawdą, zabieramy mu kawał tożsamości. Pozbawiamy je wiedzy o korzeniach, własnej historii istnienia. Kiedyś pewien lekarz – zresztą gorliwie wierzący człowiek, zadał mi pytanie – Po co mówić dziecku o adopcji? Przecież lepiej tego nie robić! Czemu to ma służyć? – Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zrobił to sam – Aaaa, no tak, przecież może się dziecko od kogoś dowiedzieć, od sąsiadów na przykład. 
Faktycznie mocny argument. Roześmiałam się w duchu na niego. Myślę jednak, że głównym powodem jawnej adopcji jest to, że nikt nie dał nam prawa do zabierania dziecku części jego samego. Bardzo ważnej części. Czy nam się to podoba, czy nie. Niezależnie od naszej egoistycznej potrzeby zawłaszczenia małego człowieka jako swojego. To, skąd się wziął – to, że istnieją inni ludzie, którzy powołali go do życia, zawsze będzie istotne.
Człowiek, któremu zabraknie puzzla życiowej układanki, całe życie będzie czuł się niepełną wersją siebie.
Jeśli o mnie chodzi, zamierzam swoim synom dawkować wiedzę w taki sposób, żeby sobie z nią poradzili. Moim celem jest oswajanie ich z naszą niestandardową historią, przy jednoczesnym umacnianiu w nich poczucia, że są naszymi dziećmi i naszą miłość mają na wyłączność.
Jeśli w pierwszych krokach dorosłości, będą chcieli odsłonić wszystkie karty swojego życia, to na pewno im w tym pomogę. Nie spodziewam się, że będą to łatwe chwile. Mam jednak wiele lat, aby synów i siebie na nie przygotować.

Poprzedni wpis Następny wpis

Zobacz także

6 komentarzy

  • Odpowiedź Sonadora 18 kwietnia 2018 · 9:10 pm

    Mój syn wprawdzie jest jeszcze za mały na zadawanie pytań, ale rozmawiałam o adopcji z moją 6-letnią już prawie bratanicą. Założyła, że urodziłam Rysia, jak jej mama ją, a ciocia jej kuzyna. Powiedziałam jej wtedy, że ja go nie urodziłam, a na pytanie kto, powiedziałam, że inna pani, bo ja nie mogłam, ale bardzo chciałam mieć synka. Że długo go szukałam, bo on się przypadkiem urodził z brzuszka innej pani, ale jest moim synkiem. Byłam z siebie dumna, że tak dobrze mi poszło. Okazuje się, że nie tak dobrze, jak myślałam. Kilka dni temu chrześnica zapytała mnie, czy ja oddam Rysia tej pani. W pierwszej chwili nie zrozumiałam, więc zapytałam, jaką panią ma na myśli. Na co ona odpowiedziała: „No tej, która Ci go dała.”. Zrobiło mi się strasznie smutno…

    • Odpowiedź M. 20 kwietnia 2018 · 8:42 am

      Dzieci mają w sobie prostolinijność – mówią do nas w sposób otwarty i szczery. Rozumiem, że słowa chrześnicy mogły być w jakiś sposób dotkliwe, ale z drugiej strony ona po prostu chciała tą sytuację zrozumieć, oczekiwała wyjaśnienia. To mógł być dobry punkt wyjścia do dalszej rozmowy. Rodzice adopcyjni będą się spotykać z trudnymi pytaniami – nie tylko od swoich dzieci, ale też od otoczenia. Moim zdaniem, szczere odpowiedzi, nauczą również nasze dzieci, że można o adopcji mówić naturalnie i nie czynić z niej tabu. Bo inna historia narodzin i życia – nie znaczy gorsza.

  • Odpowiedź Babcia 19 kwietnia 2018 · 10:09 am

    A dzieci zabrane rodzicom? Ja to kiedyś wytłumaczyć .Mówienie,ze ta mama była dobra itp..?
    Tak jak tym małym a później dużym chłopczykom to powiedzieć?
    No prawdę- tylko jaką prawdę i i w jakim wieku? Dylematy.
    Ale tak sobie myślę ,że rodzice biologiczni też maja dylematy tylko inne.
    Czasami myślę ,że może za bardzo Mamy adopcyjne chcą wybiegać w przyszłość tak sobie poukładać co powiedzą itp.Tak bardzo chcą zaplanować rozmowę itp .
    Tak sobie myślę,że czas przyjdzie i nagle, dziecko zada pytanie i każda Mama odpowie i nie bać się ,że źle odpowie trudno ,rozmów będzie wiele.
    Biologiczny rodzic tez nie mówi dzieciom wszystkiego od razu ,nie opowiada ,ze tak naprawdę ten wasz dziadek to kiedyś był draniem ,zdradzała waszą babcie i mam jeszcze gdzieś rodzeństwo…
    Ile Mam a dzisiaj Babć nigdy nie powiedziało prawdy o swojej młodości..
    Tak już jest.
    Nie można przygotować się na wszystkie pytania.A myślenie o tym co będzie, powoli zatruwa radość codziennego macierzyństwa.
    Nie chcę być źle zrozumiana ,że bagatelizuje problem albo nie mam pojęcia o czym mówię .
    Tyko myślę,że przy wychowaniu dzieci ,zwłaszcza nie niemowlaków, jest tyle spraw do poukładania ,ze szkoda zadręczać się na zapas.
    Babcia

    • Odpowiedź M. 20 kwietnia 2018 · 8:32 am

      Dylematy zawsze będą, ale to prawda – nie da się przygotować na zapas. Można tworzyć w głowie wizje rozmów, a rzeczywistość i tak je zweryfikuje. Tym bardziej mnie cieszy, że jak dotychczas wszystko pojawia się spontanicznie i dzięki temu zyskuje na autentyczności. Zadręczanie się tym, co będzie w przyszłości, z pewnością nie ma sensu 🙂

  • Odpowiedź Lampart 26 kwietnia 2018 · 11:18 pm

    Popieram. Warto o adopcji rozmawiać z dziećmi już od początku szczerze i bez wymyślnych historii. Pomagać układać im to w głowie bo to jest ich wyjątkowa historia życia. U nas temat powraca w różnym nasileniu. Synek bardziej na chłodno potrzebuje faktów a córeczka bardziej emocjonalnie raz z pozytywnymi odczuciami a innym razem z rozpaczą. Wszystkie uczucia akceptuję i za każdym razem podkreślam że dla mnie ich pojawienie sie to najważniejsze i najpiękniejsze co mnie w życiu spotkało, że bez nich byłam bardzo smutna i że kocham ich do szaleństwa. Tak się kończy każda rozmowa i dzieciom to daje dużą satysfakcję

    • Odpowiedź M. 27 kwietnia 2018 · 12:54 pm

      Dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem 🙂 Akceptacja różnych uczuć, które pojawiają się u dzieci w związku z poznawaniem swojej historii jest na pewno kluczowa. Fajnie, że u Ciebie toczy się to naturalnym rytmem. Najważniejsze tak jak piszesz, jest zapewnienie o miłości 🙂

    Skomentuj