Ciotka Klotka, co serce miała pojemne jak wanna

Wieczorna scenka podczas usypiania T. – Mamo, dlaczego jest tak dużo rodziny tu? – składnia oryginalna 😉
I zaczął wymieniać Ciocię z Kuzynami, którzy przyjechali w odwiedziny, a następnie upewniał się,
czy na pewno go kochają. Przemiła to była chwila, bo czułam, że dla niego to niezwykle ważne. Otacza go wiele osób, które darzą go uczuciem, ale co najważniejsze – dla niego samego są absolutnie wyjątkowe.
Czasy się zmieniają, a wraz z nimi rola Cioć i Wujków w rodzinie. Wielopokoleniowość, to już bardziej duch minionych czasów i wspomnienie. Na czym obecnie polega rola wujostwa? Jak kształtuje się ich miejsce w rodzinie i świadomości dzieci? Czy w adopcyjnych familiach zachodzą odmienne procesy?

Klotka party pop

Chłopcy, w ten weekend przyjedzie do nas Ciocia I. Hurra hurra hurra! Będzie u nas spała? Zostanie na długo? Będzie się z nami bawiła? – kolejne pytania następują po sobie z prędkością światła.
Razem z nimi dziki taniec radości, okrzyki zadowolenia i podskoki do sufitu. Bo Ciocia, to synonim zabawy, beztroskich wygłupów i genialnego czasu. Oto ona – wolna od zakazów, nakazów, obowiązków, atrybutów mopa i żelazka. Pełna za to pokładów niewystawionej na próbę cierpliwości, z sercem gotowym do oddania w użytkowanie dwóm uśmiechniętym krasnoludkom. Mamooo, jest już weekend? – pada wtedy co pół godziny.
Kiedy nadchodzi ten upragniony czas, zaczynają się uściski, buziaki i inne oznaki love story.
Poziom fochów gwałtownie opada (Ciotka! Wpadaj częściej!), decybele rozpaczy nie przekraczają normy, braterskie bitwy wkraczają w etap rozejmu i robi się tak jakoś nadzwyczaj normalnie.
Są klocki, auta, trasy, budowy, bańki mydlane, rzutki, szaleństwa w basenie, huśtanie w hamaku
i nawet marchewka do obiadu znika z talerzy w sekundę! Magia. Klotka przejmuje dowodzenie,
a jej drużyna wyraża wdzięczność bratkami zerwanymi z tarasowych doniczek. Rodzice mogą robić co im się żywnie podoba, bo i tak Klotka jest wówczas number one.
Weź człowieku spróbuj ją wtedy odciążyć, a gdzie tam – Mamo, nie Ty. Ciociaaaaaaaa!
Filigranowa Klotka niczym superwoman o zdolnościach pudziana, podrzuca wtedy dwóch naraz
w basenie, chlapie, bawi się w berka, rzuca piłką, a kolejną kończyną karmi bułą z masłem
i kiełbachą z grilla, a rodzice wegetarianie nawet nie pisną, że gdzież kobieto z tą kiełbasą.
No fajna ta Ciotka. Powiem Wam, że lepsza niż niejedna animatorka zabaw na kinderbalu. Wymiata absolutnie. To „coś” trzeba w sobie mieć. Taką zdolność interakcji, odnalezienia się w dziecięcym świecie. Do tego mnóstwo ciepła wewnętrznego, które od pierwszego wejrzenia wlewa się
w serducha tych małych krasnali i zostaje tam na zawsze.
Na Ciotkę I. patrzyłam zawsze z własnej perspektywy. Genialnie się z nią spędza czas, świetnie rozmawia. Nie sądziłam jednak, zupełnie nie przypuszczałam, że będzie miała taką relację z naszymi małymi ludźmi. No po prostu szał!

D(r)u(ó)(ż)y(n)(a) rodzina

Nie każdy jest jednak Klotką I. Takie zdarzają się raz na milion. W rodzinnej kolekcji Cioć i Wujków, szczególnie tej najbliższej, która aktywnie uczestniczy w naszym życiu, każdy jest wyjątkowy.
Każdy ma coś innego do zaoferowania naszym małym ludziom. U każdego z nich – cecha, temperament, usposobienie czy zainteresowania sprawiają, że jest atrakcyjny w roli, którą pełni
dla naszych synów. I jestem im szczególnie wdzięczna za to, że są. Bo powiększają obszar miłości, dają poczucie bezpieczeństwa, pokazują, że świat jest fajny, a ludzie dobrzy. Dają odczuć, że poza rodzicami i dziadkami są ludzie bliscy, przychylni, wspierający. Dla dzieci, które mają w sobie wspomnienie lub podświadomą pamięć zupełnie odmiennych wydarzeń – jakby z drugiego krańca pojmowania kwestii rodziny – jest to szczególnie ważne. Zyskały nie tylko rodziców, ale też całe zaplecze miłości od bliskich. Czy w adopcyjnych rodzinach zachodzą odmienne procesy jeśli chodzi o relacje z Wujostwem? Nie. W tej kwestii nie ma wielkich różnic. Ekipa Cioć i Wujków będzie tak samo istotna dla wszystkich dzieci.

A idź panie z taką rodziną, by się bardziej wysilili

I wiecie, może nie warto oczekiwać od nich kosmicznych poświęceń, wypasionych prezentów
od chrzestnych i tego, że będą się jakoś szczególnie angażować w nasze życie.
Ludzie są różni. Jeśli o mnie chodzi, żałuję bardzo, ale marny ze mnie typ zarówno Matki Polki, jak
i Klotki. No chciałabym bardzo, ale nie potrafię. Choć jako Ciotka kocham szalenie mocno, to nie ma we mnie tego flow. Staram się jak mogę, ale nie mam daru łapania w lot kontaktu z dziećmi. Nauczona doświadczeniem własnym, szanuję w pełni naszą odmienność.
Także Kochani, najfajniejsze, że Ciocie i Wujkowie są. Bywają na spotkaniach i przyjęciach.
Spędzają czas na pogaduchach i układaniu klocków. Pytają nasze dzieci, co u nich słychać.
Pieją w zachwytach nad zdjęciem pierwszej zjedzonej zupy ogórkowej. Pokazują, że nasi mali ludzie są dla nich ważni. Może nigdy nie zabiorą naszych dzieci do Disneylandu. Może nie kupią quada
na komunię 😉 Może nie będą mieli ochoty lub sposobności zagrać z nimi w piłkę nożną. Może nawet nie zabiorą ich na lody. Ale wiecie co? Będą w pobliżu i na pewno zasilą generator miłości, sympatii i troski Waszych ukochanych ludzików. Mało? To naprawdę bardzo dużo. Do tego może akurat trafi Wam się wyjątkowy egzemplarz Klotki lub Klotka i wtedy, to już nie ogarniecie tej eksplozji uczuć!

Kiedyś, to były czasy… (tu następuje głębokie westchnięcie ;))

Mamy tendencję do gloryfikowania przeszłości. Wiadomo. Kiedyś, to było pięknie jak we śnie.
Trawa bardziej zielona, czas nie pędził tak szybko, rodziny się kochały i nie kłóciły, a i sernik był zawsze domowy. Jasne. Z wieloma sprawami się zgadzam, jestem sentymentalna i cenię sobie dobre wspomnienia. Jednak spójrzmy na to inaczej. Wszystko ma swój czas. Przyjrzyjmy się na chwilę wielopokoleniowości. Żyjemy w inny sposób, niż nasze babcie i rodzice. Zdarzają się rodziny,
w których różne pokolenia mieszkają w jednym domu. Jednak coraz rzadziej. Istnieją oczywiście familie, które są ze sobą bardzo mocno związane i stale uczestniczą we wspólnym rodzinnym życiu.
Przez lata zmieniła się jednak przestrzeń życiowa, środki komunikacji, odległości, w ramach których się przemieszczamy po świecie, formy zatrudnienia, sposoby spędzania czasu wolnego. Skurczył się również sam czas wolny. To wszystko ma ogromny wpływ na funkcjonowanie mikrorodzin i ich osadzenie w szerszej rodzinie.
Macie swoje ulubione Ciocie i Wujków z dzieciństwa? – ja mam i wspominam ich ze wzruszeniem. Najfajniejsza Ciocia zabierała mnie na spacery z psem, opowiadała o świecie, cudownie gotowała, czytała mi książki i porwała na kilka wycieczek. Pokazała, że kobieta może pracować i na równi
z mężczyznami piastować wysokie stanowisko, prowadzić samochód i być niezwykle odważna. Ukochany Wujek był jej przeciwieństwem – całą energię życiową wkładał w swoją pasję i poświęcał się głównie hobby. Nie potrafił przygotować nawet herbaty, za to miał rewelacyjne poczucie humoru, potrafił rozbawić mnie do łez. Był życiowym luzakiem, kochał zwierzęta i traktował mnie jak równego sobie człowieka – rozmawiał ze mną bez poczucia wyższości, zabierał na basen
i odpowiadał na trudne dziecięce pytania.
Kiedy myślimy o naszym dzieciństwie, nie sposób nie zauważyć, że czasy się zmieniły. Może część Waszych Cioć nie pracowało i dlatego miały dla Was więcej czasu? Może Wasi rodzice podrzucali Was do nich, a one swoje dzieci do Waszych rodziców? Może spędzaliście z nimi czas będąc na wakacjach u Babci? Może spotykaliście się na licznych okazjach rodzinnych i przy grillu zrobionym
z bębna od pralki?
Faktem jest, że kiedyś ludzie mieli inne możliwości – nie jeździli na zagraniczne wczasy
(lub pewnie nieliczni), nie pracowali jak szaleni, nie mieli tysiąca zajęć dodatkowych po pracy,
nie przemieszczali się po kraju tak szybko i bezproblemowo, jak teraz. Mieli dla siebie więcej czasu. Inne były też ich oczekiwania. Nie wiem, co było lepsze. Dla każdego, coś innego. Choć zwykle
dla wszystkich najpiękniejsza jest ich młodość, a więc i jej czas.
Można powiedzieć, grunt, to dobrze poukładać priorytety. To prawda. Lecz nie zawsze da się wygospodarować dla wszystkich tyle czasu, ile by się chciało. Nie każdy też odnajduje się
w rodzinnym świecie i potrafi funkcjonować w wielopokoleniowej relacji. Nie każdy będzie miał możliwość lub ochotę zajmować się Waszym potomstwem. Nie każdy będzie wpadał z wizytą
co dwa tygodnie. Ba! Nie każdy będzie zawsze podzielał Wasz entuzjazm względem wyjątkowości Waszego dziecka.

Dlatego doceniajmy Cioteczno-Wujeczną drużynę i całą różnorodność, która w jej obrębie występuje. Nasze dzieci i tak będą miały wewnętrzny ranking, kto im najbardziej jako towarzysz pasuje.
Drogie mamy z zacięciem rywalizacyjnym – pozwalajcie Wujostwu przez chwilę grać pierwsze skrzypce, jeśli sami zainteresowani tego chcą. Wasza rola z pewnością na tym nie ucierpi,
a Wasz mały człowiek zyska przyjaciela. Przyjaciół nigdy dość, prawda? To radość czysta pokazywać dzieciom, że inni też mogą je kochać szalenie, a rodzice nie mają na uczucia monopolu.
Gdy Wujostwo raczej z grupy relacyjnie wycofanych – nie warto wciskać potomka w ich ramiona, kiedy na kilometr widać, że ich to zupełnie usztywnia i paraliżuje. Może nie są gotowi, może ten kontakt dojrzeć musi i czasu potrzebuje? Bo i pewnie sposób znajdą na tą relację bez naszej pomocy? Jedno jest pewne – Wujkowie i Ciocie są naszym dzieciom potrzebni jak Kinder Niespodzianka. Są absolutnie niezbędni! Konieczni do życia!

Swoją drogą, nie rozumiem zupełnie, dlaczego nie mają swojego święta. No hej! Przecież to nie fair! 😉

Ciocie i Wujkowie – fajnie, że jesteście!

 

Published by

2 thoughts on “Ciotka Klotka, co serce miała pojemne jak wanna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *