Potwór na dnie szafy

Puk, puk – jesteś tu? Nie znasz mnie, ale ja doskonale znam Ciebie. Zdziwiona? Oj, bez przesady, przecież to, że na co dzień mieszkam na dnie szafy, nie oznacza, że nie mogę czasem z niej wyjść, prawda? W końcu Ty, to ja, a ja, to Ty.
Dzisiaj będzie o tym, jak przyszło mi się zmierzyć z moim wewnętrznym potworem, a tym samym – jak traumatyczne doświadczenia rodziców wpływają na relację z dzieckiem.

Niebezpieczne wędrówki
Jak większość z nas, mam taką część siebie, o której wolałabym zapomnieć. Macierzyństwo niespodziewanie znów zabrało mnie do pokładów emocji, do których nie chciałam wracać. Odkryło i odsłoniło cały mrok, choć wydawało mi się, że przepracowałam wszystko co w życiu przeszłam i znajduję się w stanie względnej równowagi.
Wiemy, że dzieci po traumatycznych przejściach wnoszą do nowej rodziny własne rany. Jednak co z dorosłym, który również ma za sobą trudne doświadczenia? Czy jego trauma wpłynie na możliwość zdrowego wychowania dzieci? Straumatyzowane dziecko staje się jakby łącznikiem pomiędzy doświadczeniami rodzica z przeszłości,  poczuciem utraty i przenosi go w stan lęku.
W pewnym momencie poczułam wrogość wobec sytuacji, w której się znalazłam. Nie potrafiłam osadzić się w roli mamy. Teraz już wiem, że musiałam przeżyć żałobę własnego, utraconego zbyt wcześnie dzieciństwa. Mój świat znów runął, a ja zaczęłam się zachowywać jak rozkapryszona dwulatka. Byłam zła na siebie, a jednocześnie nie potrafiłam wyjść ze skorupy. Zabunkrowałam się, wystawiłam kolce i atakowałam nimi wszystkich wokół, nie dopuszczając do siebie żadnych zdrowych emocji. Ł. mówi, że w takich chwilach jestem jak taran. Sieję destrukcję i zniszczenie, nie zważając na rozmiary strat i pobojowisko wokół. Po raz kolejny powiem jak mantrę – dobrze, że jest On. Bo Ł. wie, że do skorupy trzeba przemawiać tak długo, aż pęknie. Może się okazać, że w środku wcale nie siedzi dwumetrowy potwór, lecz skurczona do rozmiarów dwulatki kobieta, która nagle uświadomiła sobie, że po raz kolejny z bezsilności weszła w mrok.

DDA – to ja?
Jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. Po latach naprawiania szkód emocjonalnych, nie boję się już o tym mówić. Wychowywanie się w rodzinie alkoholowej – tak tak, gdy jedna osoba pije, choruje cała rodzina – zostawia swoje piętno na całe życie. Powoduje pogmatwanie emocjonalne, w które może wpisywać się wiele cech składających się na syndrom DDA.

Objawy syndromu DDA:
– niska samoocena, poczucie bezwartościowości,
– poczucie cierpienia, krzywdy,
– poczucie osamotnienia,
– poczucie winy,
– problemy z wyrażaniem i okazywaniem emocji,
– problemy z tworzeniem głębszych i trwalszych związków,
– problemy z przeżywaniem radości, zabawy, relaksu,
– wrogość i nieufność wobec innych,
– lęk przed bliskością,
– lęk przed odrzuceniem,
– silna potrzeba kontroli,
– tendencje do nad odpowiedzialności, nasilona kontrola, perfekcjonizm,
– tendencje do izolacji, skrytości,
– zachowanie potencjalnej ofiary.

Nie będę taka jak mój Ojciec! Nie powtórzę błędów moich rodziców! Znacie to? Bo ja znam doskonale. I co się dzieje w praktyce? Wychodzi ze mnie żandarm, bo on jest częścią mnie. Tak zostałam ukształtowana i teraz, kiedy mam synów, muszę pracować nad sobą jeszcze bardziej niż zwykle. DDA potrzebuje stałego sprawowania kontroli, poczucia panowania nad sytuacją. Kiedy pojawili się chłopcy, straciłam kontrolę, bo weszliśmy w trudny czas tworzenia życia na nowo. Zupełnie nie umiałam sobie z tym na początku poradzić.
Teraz już wiem, że dzieci stały się moim lustrem. Gdy nie mam dobrego humoru, trudniej się nam współdziała. Emocje przechodzą również na chłopców. Gdy brakuje mi cierpliwości, synowie tym bardziej nie postępują tak, jakbym tego oczekiwała. To daje mi informację zwrotną i sygnał, że robię coś nie tak, jak powinnam.
W moim rodzinnym domu funkcjonowałam w ramach osi – żądanie, wymaganie, egzekwowanie, krzyk, konflikt, kara. Dobre emocje były przemilczane, podobnie jak te najtrudniejsze. Sprawy naprawdę ważne, zawsze były tematami tabu. Smutek czy rozżalenie, kwitowane – nie rycz!, nie płacz! Idź umyj buzię i przestań się mazać. Pochwały jeśli się zdarzały, zawierały element krytyki – brawo za tą piątkę, ale no wiesz, na pewno ktoś dostał szóstkę? No widzisz! Nie byłaś najlepsza, stać cię na więcej.
DDA często mają kłopoty z odnalezieniem się w roli rodzica. Wielu z nich rozpoczyna terapię z powodu problemów z własnymi dziećmi. W relacji z nimi, powracają wspomnienia z dzieciństwa. Pojawia się obawa, że je skrzywdzą, przenosząc doświadczenia z własnego domu. Czasem nie potrafią z nimi rozmawiać, ani ocenić, które problemy są normalne, a które świadczą o tym, że z dzieckiem dzieje się coś złego. W niektórych własne dziecko wzbudza negatywne odruchy. Jednocześnie mają świadomość, że to nie dziecko zawiniło, że ta złość bierze się gdzieś z głębi ich samych. Szukają pomocy dla siebie, aby nie krzywdzić własnych dzieci. Chcą przerwać to, co czasem nawet od pokoleń dzieje się w ich rodzinach w relacji rodzic-dziecko.

Eksplozja i ukojenie
Od wielu lat mam świadomość do czego doprowadziło trudne dzieciństwo, jeśli chodzi o moje emocje. Znam wszystkie mechanizmy i procesy, które zaszły. I co? I nagle buch! Okazuje się, że to wszystko we mnie eksplodowało na początkowym etapie adopcji. Negowałam fakt bycia mamą, byłam przekonana, że zupełnie się do tej roli nie nadaję. Organizacyjnie szybko udało mi się wszystko poukładać, ale emocjonalnie czułam się pogubiona. W domu pojawiły się dwie istoty, które zrewolucjonizowały mój perfekcyjnie poukładany świat. Po fazie buntu, nauczyłam się jednak odpuszczać. Obniżyć własne wymagania względem pedantyzmu i uporządkowania.
Kiedy między naszą czwórką pojawiła się miłość, wszystko powoli zaczęło wkraczać na właściwe tory.
Jeśli sporo przeszliście w dzieciństwie i borykacie się z rozterkami, czy w ogóle powinniście zostać rodzicami – po adopcji, w trudnych momentach, z pewnością to do Was wróci ze zdwojoną siłą. Nie chodzi absolutnie o to, żeby Was odwieść od podjęcia decyzji na tak. Warto jednak przygotować się na to, że wejście w rodzicielstwo może nie być łatwe, lekkie i przyjemne. Postarajcie się nie oceniać siebie zbyt surowo. Dajcie sobie czas. Nie przekreślajcie swojej przydatności w nowej roli. Pewne emocje czasem muszą się pojawić, choć może być trudno się z tym pogodzić. Na szczęście, po nich często przychodzi oczyszczenie.  Nie, nie będzie jak ręką odjął. Wbite w głowę schematy i mechanizmy nie tak łatwo wyplenić. Z pewnością jednak łatwiej będzie Wam wrzucić na luz. Nauczycie się również dostrzegać u siebie symptomy niepożądanych zachowań i łatwiej będzie nad nimi pracować.
Dla mnie najważniejszy był moment, kiedy zaczęłam czuć się mamą dla moich synów – tak naprawdę. Czas faktycznego utożsamiania się z nową rolą.
Rodzicielstwo jest pięknym doświadczeniem i warto podjąć każdy trud, żeby było satysfakcjonujące dla nas rodziców i przede wszystkim dla naszych dzieci.

 

Published by

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *