Domowa kołysankowa ewolucja

Dzisiaj zabiorę Was w małą wielką (tak tak, właśnie taką) podróż – od usypianiowej rozpaczy do kosmicznych wzruszeń. Zapraszam na domową kołysankową ewolucję.

Dom, to dźwięki. Cisza lub gwar. Tuptanie psa, odgłosy rozkładanych naczyń, woda lejąca się do wanny, szmery rozmów, sikorki śpiewające za oknem i muzyka.
Dla nas muzyka jest niezwykle ważna, nie wyobrażamy sobie bez niej naszego mikroświata. Chłopcy nie byli do niej przyzwyczajeni. Nie oswajali się z nią w brzuszku, nie towarzyszyła im od pierwszych dni. Zależało nam więc, żeby zasypiali przy muzyce. Doświadczeni rodzice z naszej familii, podpowiedzieli nam sprawdzone kołysanki. To płyta Kołysanki Utulanki w wykonaniu Magdy Umer i Grzegorza Turnaua. Polecam ją całym sercem i nie jest to wpis sponsorowany, nie nie 😉
Dziadkowie sprawili chłopcom radio, więc byliśmy w pełni gotowi przystąpić do zmasowanego ataku muzycznego na nasze dzieci.

Continue reading „Domowa kołysankowa ewolucja”

Od dziś będziesz moim bratem!

W pewne zimowe popołudnie okazało się, że na świecie są On i On. Przyszli na świat jakiś czas temu, nie wiedząc o swoim istnieniu. Każdy z nich widział swoimi oczami coś innego. Ich serca doświadczały innych emocji. Ich umysły zapełniały się odmiennymi doświadczeniami. Choć jeden z nich był starszy, nigdy nie przyszło mu oczekiwać z utęsknieniem na tego drugiego. Choć drugi był młodszy, nigdy nie przyszło mu odczuć, że ktoś niecierpliwie czeka na niego. Nie mieli pojęcia, że mają siebie. Nie mieli pojęcia, że życie scali ich losy we wspólną opowieść…
O budowaniu relacji opartej na więzi słów kilka.

Posiadacie rodzeństwo? Jesteście jedynakami, ale zawsze zastanawialiście się jak to jest mieć brata lub siostrę? Chcieliście choć raz mieć rodziców (wszystkie zabawki i pokój ;)) tylko dla siebie?
Każdy pewnie przynajmniej raz zastanawiał się, jak jest po tej drugiej stronie.
Miłość między rodzeństwem zwykle bywa pogmatwana. W żargonie współczesnych mediów społecznościowych można by ją określić mianem „to skomplikowane” 😉

Continue reading „Od dziś będziesz moim bratem!”

Pogoda na niepogodę

Moment, w którym stajecie się rodziną mieszkającą we wspólnym domu, poprzedza całkiem sporo spotkań. Poznajecie się i uczycie siebie. Podczas tych wizyt rozpoznajecie pierwsze cechy temperamentu Waszych dzieci, obserwujecie ich sposoby reagowania i usposobienie. Widzicie, jaki mają stosunek do Was. Jednak to cały czas jest namiastka faktycznego kontaktu.
Przychodzi dzień, w którym wchodzicie razem do Waszego domu i zamykają się za Wami drzwi. Wtedy pojawia się wszystko to, co najpiękniejsze, ale również, a może przede wszystkim to, co najtrudniejsze…

U nas to, co trudne ujawniło się bardzo szybko. Choć na pewno nie jest to regułą. Wiele rodzin pewnie nie będzie miało żadnych problemów w podobnej sytuacji. Chciałabym jednak, żebyście wiedzieli, że takie historie jak nasza, są jak najbardziej realne. I jeśli planujecie adopcję lub chociaż ją rozważacie, mogą stać się Waszym udziałem i Waszym przeżyciem. Na etapie wstępnym kontaktów z dziećmi oraz w czasie zapoznawania się z dokumentacją, absolutnie nikt nie wspominał, że możemy mieć aż takie trudności. Byliśmy pewni, że jesteśmy przygotowani na różne scenariusze, ale okazało się, że chyba nie do końca. Głowa niby wie, ma przyswojone niezbędne informacje, wbite przeróżne teorie. Tylko kiedy w grę wchodzą emocje, okazuje się, że człowiek działa spontanicznie i myśli sercem, a nie racjonalizuje.

Continue reading „Pogoda na niepogodę”

Wspólne początki

Jesteśmy w domu. Razem. Nas czworo plus pies.
Zaczynamy przygodę pełną niespodzianek…

W pierwszych dniach naszego wspólnego życia, czas pędził jak szalony. Mieszał nam się dzień
z nocą, weszliśmy w tryb stuprocentowej aktywności. Na każdym kroku pojawiały się chwile wzruszeń i ogromnej radości, bo oto weszliśmy w fazę – „nasz pierwszy raz”. Pierwsze wspólne posiłki, zabawy, spacery, kąpiel i usypianie. Byliśmy razem całą czwórką. Z tych chwil, można uzbierać sporo magicznych momentów.

Tylko, że tym razem nie chcę Wam opowiadać o sielskim obrazku, bo z pewnością możecie sobie wyobrazić jakie w tych chwilach towarzyszą fantastyczne emocje.
Chciałabym jednak pokazać Wam obraz w całości. Porzucić na chwilę społeczną maskę. Prawdziwe życie zwykle ma różne odcienie. U nas tęcza na początku się pojawiała, ale tylko na moment
i zwykle po ulewnej burzy z piorunami.

Continue reading „Wspólne początki”

Nasza droga do adopcji

Każda rodzina ma swoją unikatową historię. Podobnie jest z drogą do adopcji.
U jednych, będzie to droga długa, kręta i wyboista, której zwieńczeniem będzie decyzja o adopcji.
U innych, pełna motywowania i przekonywania drugiej osoby oraz ścierania się odmiennych przekonań.
Zdarza się również tak, że jest to droga, na której adopcję widać od początku na horyzoncie.
Tylko okazuje się, że horyzont znajduje się dużo bliżej, niż nam się wydawało.

Nam przydarzył się trzeci wariant.

Po 6 latach bycia szczęśliwą parą, zdecydowaliśmy się wziąć ślub. Rozumiemy się bez słów
w najważniejszych życiowych kwestiach i także w kontekście potomstwa mieliśmy podobne poglądy. Chcemy mieć dzieci, ale za jakiś czas. Nie czuliśmy emocjonalnej pustki, więc nie pragnęliśmy potomstwa szybko. Mieliśmy przede wszystkim siebie i to było dla nas najważniejsze. Realizowaliśmy się w pracy, mieszkaliśmy najpierw w kawalerce, a jakiś czas po ślubie przeprowadziliśmy się do dużego mieszkania. Wtedy pojawiła się… I.! Nasz ukochany pies. Kochamy zwierzęta, zawsze mieliśmy psy, więc kiedy tylko metraż czterech kątów pozwolił, psi przyjaciel zawitał na naszym pokładzie. Temat dzieci się pojawiał, ale w rozważaniach o przyszłości.

Z perspektywy czasu wydaje mi się to nieco zabawne, ale właściwie od początku naszej wspólnej drogi mieliśmy sprecyzowany plan dotyczący potomstwa. Chcieliśmy mieć dwójkę dzieci. Pierwsze miało być naszym dzieckiem biologicznym, a drugie planowaliśmy adoptować.
Masterplan był niezmienny przez lata i może dlatego adopcja była od początku przez nas oswojona. Nie budziła dużego lęku, nie brzmiała obco, nie była złem koniecznym. Nie była ostatnią deską ratunku.
Znajomi, paradoksalnie nawet częściej niż rodzina, pytali nas o plany prokreacyjne 😉
Kiedy Wy?! – padało coraz częściej. Zaskoczę Was, bo z pełną świadomością i bez cienia nieprawdy czy jakichś ukrytych emocji, odpowiadałam im, że nie teraz, może za jakiś czas, a może nigdy,
że jest nam dobrze bez dzieci. Tak właśnie było i była to najprawdziwsza prawda. Kiedy ludzie  bardzo się kochają, nie muszą czuć, że coś tracą, będąc tylko we dwoje.
Może dlatego nigdy nie wpadłam w pęd do rodzicielstwa, może dlatego moje instynkty matczyne tak długo się nie pojawiały.
Moja Mama zmarła na nowotwór jajnika mając 41 lat, pomimo profilaktyki i bycia pod regularną kontrolą lekarza. Być może dlatego, podświadomie utworzyło się we mnie jakieś poczucie, że może będzie potrzebny plan b. Może dlatego od zawsze czułam, że adopcja będzie moją ścieżką rodzicielstwa.
Wyjaśnień jest pewnie kilka, ale z pewnością była w nas wewnętrzna akceptacja ścieżki adopcyjnej. Najważniejsze dla nas zawsze było to, że chcemy naszą miłość przelać na małego człowieka,  wychować go zgodnie z naszymi wartościami, dać mu dom i bezpieczną przyszłość, otoczyć opieką i przekazać wszystko to, co razem stworzyliśmy.
Oczywiście jak każdy, chcieliśmy mieć biologiczne dziecko, ale to nigdy nie był dla nas jakiś mus,
czy absolutny priorytet. Ktoś nad nami czuwał, że również w tej kwestii tak dobrze się dobraliśmy 😉

Continue reading „Nasza droga do adopcji”