Adopcja, Codzienność, Dom, Dzieci, Macierzyństwo, Miłość, Rodzicielstwo, Rodzina

Matkopiekłowstąpienie

Dawno się nie odzywałam. Konsekwencja, to nie jest moje drugie imię. Poza tym, w życiu tak już bywa, że najczęściej to właśnie na życiu człowiek chce się skupić. I kiedy tak sobie żyje, a życie przynosi mu coraz to nowe przygody, to jakoś wszystko inne, niż to życie właśnie, nie jest na tyle ważne, żeby się od życia odrywać. Więc pojawiam się tutaj, kiedy mnie jakiś duch społecznych obserwacji natchnie. A urządzenie ze wskazówkami, przelać myśli na klawiaturę pozwoli.
Tym razem krótki poemat o istocie, która matką się stała i odrębną kobietą być nie umiała.

Miłość rośnie w środku nas

Być może jestem odosobniona w tej kwestii. Być może dziwnie to postrzegam. Może nawet traktuję to na wyrost z irytacją. Lecz. Odkąd stałam się kobietą posiadającą potomstwo. Zajmującą się nieletnimi misiami – sztuk dwie. Słyszę już tylko nieustanne pytanie – Jak się mają chłopcy? Co u nich? Rzecz jasna, to miłe. Zupełnie naturalne. Skład mej rodziny się powiększył, więc to oczywiste, że bliscy i dalsi pytają o dziatwę. Ale o rany! Nikt już nie pyta o to, co u mnie. Trochę jakbym poprzez macierzyństwo zintegrowała się z dziećmi. Stała się jakąś istotą, do której w pełni przylepione są dwa inne byty. Nawet powiem więcej. Bo wiadomo, te dwa byty są ode mnie jako matki w przeróżny sposób zależne. Ale otoczenie jakby bardziej widzi to, że to ja zależna jestem od nich. Nie odwrotnie. Więc huczą nieustannie spytki w stylu – Rosną? Chorują? Radzicie sobie? Wychowaliście już ich przykładnie? Hmmm. Kiedy kończy się seria pytań o wzrost, stan zdrowia i ducha, wyczekuję czy ktoś zapyta jak się mam. Ale gdzie tam. Serce matki jest tam, gdzie są jej dzieci i na nic więcej miejsca nie ma. Po co więc pytać. To oczywista oczywistość, że w tej matczynej istocie, nic a nic już więcej się nie pomieści. Miłość wypełniła ją po brzegi, zalała serce, ciało i umysł. Dała jedyny słuszny błogostan. Wypełniła myśli. No więc tak tkwi sobie ta matka w dziecięcym świecie i niczego więcej nie potrzebuje. Po co więc pytać o nią. Skoro oczywiste, co u niej. Pranie, sprzątanie i ppppp….oświęcanie. Kiedy to jeszcze na dokładkę jest adopcyjna matula. Oszsz… tak sobie to dziecko wymarzyła, wyczekała, że kiedy już je dostała, to oniemiała i niczego więcej mieć nie chciała.

Ona temu winna

Ktoś może powiedzieć – same jesteście sobie winne. Pewnie ziarno prawdy w tym jest, w końcu istoty zwane matkami lubią rozmawiać o swoich dzieciach. Wychowywanie ich pochłania mnóstwo energii, stanowi większość czasu, który się w ogóle ma. W każdym towarzystwie, w którym znajdują się dzieciaci, dyskusje o małych ludziach będą toczyły się burzliwie. I świetnie. Wymiana doświadczeń i opowieści w tym kręgu zainteresowań stanowią nieodłączny element życia i są niezwykle potrzebne. Tyle, że mi chodzi bardziej o postrzeganie nas przez pryzmat jednej życiowej roli. A przecież tych ról zwykle jest co najmniej kilka. Nie mówiąc już o potrzebie samorozwoju. Społeczny odbiór, to oczywiście jedno, ale najważniejszy jest odbiór własny. Czy nieobce są Wam konta znajomych w mediach społecznościowych, gdzie zamiast ich własnej facjaty na zdjęciu profilowym pojawia się zdjęcie dziecka? Czy macie wśród znajomych kobiety, które nawet o północy na czyimś weselu potrafią rozprawiać tylko o szczepieniach dzieci i pokazują Wam w telefonie filmiki ze swoimi pociechami? Albo koleżanki, które zupełnie zgubiły wewnętrzny filtr przydatności społecznej zdarzeń i z uporem maniaka publikują w sieci zdjęcia lub co gorsza (o zgrozo!) filmiki, na których ich dzieci wcinają jakąś papkę i są nią nieziemsko umorusane? Bingo? Może sami tak macie?
Czasem więc, kobieta tak głęboko wchodzi w rolę mateczki, że zapomina o tym, że jest również odrębnym bytem. Samodzielną istotą. Która myśli. Czuje. Marzy. Niekoniecznie o czymś, co dotyczy jej dzieci. Czy naprawdę jedyną aktywnością mam jest wyrwanie się z domu na nailsy? Serio? Warto więc wyobrazić sobie moment, w którym ktoś podchodzi do nas i pyta – co u Ciebie? Jak się czujesz? Co ciekawego Ci się ostatnio przydarzyło? Taka kumulacja koncentracji na nas. Co byś odpowiedziała? Czy Twoje odpowiedzi dotyczyłyby Ciebie? Łatwo jest zgubić moment, w którym pełniąc role społeczne, gubimy siebie. Nie zauważamy tego w codzienności. Tyle, że jesteśmy tak samo ważne – jak nasza rodzina. Oczekiwanie, że ktoś mógłby zapytać również o nas, to nie egoizm. Podobnie jak pielęgnowanie w sobie odrębności i dawanie prawa do bycia kobietą, która jest również żoną, matką, pracownicą. Nie odwrotnie.

Kobieta czyli kto

No właśnie, czasem najtrudniejsze są proste pytania. Bo jak odpowiedziałybyście na pytanie, jaką kobietą jesteście? Tylko nie przez pryzmat ról, ale siebie samej? Budowanie siebie jako kobiety wcale nie jest łatwe. Wewnętrzna siła też nie przychodzi z kosmosu. Trzeba trochę nad nią popracować. Czasem poodbijać się od utartych schematów, czasem oberwać po głowie. Błądzić, szukać, uczyć się, słuchać samych siebie. Wiele z nas czerpie przede wszystkim z zewnętrznych źródeł. Póki rodzice są dumni, partner chwali i docenia, dzieci uważają, że mają najfajniejszą mamę świata, szef wystawia laurki – jest dobrze. Kiedy zewnętrzne źródła z jakiegoś powodu nie mogą mieć takiej mocy lub znaczenia jak wcześniej, nasza siła też opada, wyczerpuje się i gaśnie. Dlaczego jednak nie możemy mieć jej w sobie? W swoim wnętrzu. Siły niezależnej od jakiejkolwiek zewnętrznej oceny. Otóż, możemy. Tylko musimy same to zrozumieć. I pielęgnować. Dbać. Doceniać siebie. I to wcale nie znaczy, że tym samym ucierpi nasza dbałość o najbliższych. Być może nauczymy się doceniać bardziej, dbać mądrzej.
Drogie mamy córek – czy Wasze dziewczyny nie będą szczęśliwsze, gdy ich mamy będą zadbanymi kobietami, które mają swoje pasje i zdanie, które głośno mówią o swoich poglądach, które nie boją się marzyć? Które potrafią żyć również swoim życiem? Macie na swoje córki ogromny wpływ i na to, jak będą postrzegały swoją rolę na świecie. Drogie mamy synów – czy Wasi chłopcy nie będą mądrzejsi, gdy będą widzieć, że szanujecie same siebie? Że jesteście silne, ale nie niezniszczalne, więc korzystacie z pomocy, dzielicie obowiązki, bo macie takie samo prawo do odpoczynku jak inni? Macie na swoich synów ogromny wpływ. Jak również na to, jak będą w przyszłości postrzegać i traktować bliskie im kobiety. Dzieci rosną. Wiele lat żyją z nami w zależności, wymagają opieki i ogromnej troski. Przyjdzie jednak moment, że nie będziemy im aż tak potrzebne. Wtedy zamiast żyć ich życiem, możemy rozszerzyć jedynie pole własnych zainteresowań, zamiast odczuwać wyrwę w sercu i nie dającą się niczym zastąpić pustkę.

Dbajcie o siebie. Nawet jeśli wydaje Wam się, że wszystko inne jest teraz ważniejsze. Bez dbałości o samych siebie, nie jesteśmy w stanie być przy innych tak mądrze i dobrze, jakbyśmy tego pragnęli.

Poprzedni wpis Następny wpis

Zobacz także

Brak komentarzy

Skomentuj